Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sebastian michaelis. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sebastian michaelis. Pokaż wszystkie posty

13 stycznia 2014

Wszystko, czego sobie zażyczy... 2 [SebastianxGrell]


Tytuł: Wszystko, czego sobie zażyczy...
Postacie: Grell Sutcliff / Sebastian Michaelis
Anime: Kuroshitsuji   Status: zakończone
Typ: partówka 2/2   Gatunek: smut / slash
Ostrzeżenia: scena seksu   Ilość słów: 1903
A/N: To ff miało zbyt dużo części jak na partówkę. 
I były strasznie krótkie. Dlatego skleiłam wszystko 
do dwóch rozdziałów.


Były takie dni, kiedy jego cierpliwość sięgała już zenitu. Herbatka za gorąca, zupa za słona, gazeta nie tak złożona, sznurówki źle zawiązane.... Sebastian słyszał te bezpodstawne oskarżenia już tyle razy... Oczywiście zdawał sobie sprawę z tego, że wszystko przygotował nienagannie bez najmniejszego błędu. Był również świadomy tego, że to panicz próbował wyprowadzić go z równowagi. Zaskakujące... Mimo, iż Ciel nigdy w życiu by się do tego nie przyznał, między nim a Aloisem dało się zauważyć pewne podobieństwo. Zwłaszcza jeśli chodzi o stosunek względem swoich kamerdynerów. Co prawda jego panicz nie był tak opryskliwy i dziecinny jak tamten smarkacz, ale w jakimś stopniu próbował wyprowadzić go z równowagi na bardzo podobnych zasadach. Owszem. Były takie dni, kiedy Sebastian miał wrażenie, że już więcej nie wytrzyma wśród śmiertelników. Jednak dzisiejszy wieczór na statku miał to wszystko nadpisać - na dodatek piórem z czerwonym atramentem. Mimo wszystko lokaj postanowił zwyczajnie o tym nie myśleć. A skoro i tak przypuszczał, że to kobieto-podobne-coś spędzi sporo czasu na właściwym "przyszykowaniu się na tę wyjątkową okazję" postanowił, że on, jako przykład idealnego lokaja, zdąży zanieść swojemu paniczowi nieszczęsną filiżankę herbaty. Do kajuty Ciela zapukał punktualnie o szesnastej. Oczywiście wszedł dopiero po tym, jak usłyszał ciche, może nawet nieco znudzone "wejść". Lokaj posłusznie wykonał rozkaz, uchylając drzwi i wchodząc w głąb pomieszczenia.
- Paniczu, przyniosłem her---
- Ma być zadowolony, jasne? Nie chcę mieć później tego natręta na karku.
Młody hrabia przerwał mężczyźnie w połowie zdania.
- Oczywiście, mój panie. 
Odpowiedział Sebastian, stawiając filiżankę z herbatą na biurku. Cóż... widocznie Ciel już o wszystkim wiedział. I w sumie to nawet nie dziwne, ponieważ zaledwie chwilę temu shinigami latał podniecony po całym statku i jak czerwony cyklon obwieszczał wszystkim pasażerom (nie ważne na kogo trafił), że dzisiaj "jego miłość zostanie przypieczętowana w uścisku pełnym pasji". Panicz wziął filiżankę i delikatnie dmuchnął w złotawy płyn. Wyprosił lokaja gestem dłoni, po czym całą swoją uwagę skupił na aromacie earl grey'a. Natomiast biedny Sebastian odszedł jak niepyszny, odniósł tacę do kuchni i, chcąc mieć to jak najszybciej za sobą, pojawił się przed drzwiami kajuty, w której zadomowiło się to czerwone dziwadło.
- Będzie zadowolony, paniczu...
Wysyczał dźwięcznie z podejrzanym uśmieszkiem, po czym położył dłoń na chłodnej klamce.
- Cholernie zadowolony...
Sebastian już miał wejść do środka, gdy nagle przypomniał sobie, że jest coś, co nie będzie dawało mu spokoju i przez co nie będzie mógł się skupić na wykonaniu rozkazu. A mianowicie kuchnia. I  to nie jakaś tam zwykła kuchnia..... bo niewysprzątana! Tak więc zamiast pójść od razu do kajuty czerwonego, lokaj najpierw wstąpił do owej kuchni, zamierzając zrobić wszystko jak należy. Był w końcu piekielnie dobrym lokajem, który na pewno nie pozwoli takiemu ważnemu pomieszczeniu na obrastanie w brudzie! Grell będzie musiał trochę poczekać, ale demon jakoś zbytnio się tym nie przejął. Tak więc w milczeniu pozmywał naczynia, pochował je do odpowiednich szafek, wypolerował sztućce i wytarł wszystkie blaty. Dopiero gdy można było wręcz jeść z podłogi, zdecydował się wykonać jakże niewygodny dla niego rozkaz. Nie minęło pięciu minut, a Sebastian był już na miejscu. Nie trudził się z pukaniem, taki szkodnik w końcu na to nie zasługiwał. Oczywiście poskutkowało to odpowiednią reakcją Grella:
- Ej, ty oziębły!  Ja jestem DAMĄ! Dżentelmen puka, zanim wejdzie do pokoju damy! Niegrzeczny chłopiec z cie-bie!
Zaświergolił i delikatnie się zarumienił. Sebastian westchnął cicho pod nosem, po czym zamknał drzwi od kajuty na klucz.
- Nie mów mi, że nagle zrobiła się z ciebie taka cnotka.
Zakpił, a w odpowiedzi dostał kolejną falę przesłodzonego chichotu.
- Widzisz, Sebastianku, niektóre damy wiedzą jak się zabawić, ale mimo wszystko pragną prywatności, by zaskoczyć swoich mężczyzn.
Mówiąc to, shinigami wyplątał się spod kołdry, w którą był wcześniej opatulony i podszedł do demona... może trochę bliżej niż należało. Towarzyszył mu przy tym stukot obcasów. Lokaj zlustrował go od stóp do głowy. Okazało się, że to coś wbiło się w czerwony gorset, kabaretki, również czerwoną spódniczkę i wysokie, około piętnasto-centymetrowe, szpilki. Obok niego leżała pusta torba, z którą to się przedtem obnosił. No i wszystko jasne.  Sebastian prychnął na ten widok. Co on niby chciał zyskać tym strojem? Liczył, że to zadziała na kogoś takiego jak Sebastian? Na demona?! Żałosne. Typowo ludzki, żałosny tok myślenia.
- Obserwujesz mnie...
Wyszeptał zmysłowo czerwonowłosy, podchodząc do niego powoli.
- To tylko czysta formalność, nie wyobrażaj sobie.
Odpowiedział chłodno demon, po czym zdjął rękawiczki. Oczywiście zębami, inaczej przecież tego nie robił. A Grell? Grell zareagował jak zwykle - silnym krwotokiem z nosa. Sebastian uśmiechnął się kpiąco i przyciągnął żniwiarza do siebie, zlizując krew z jego twarzy. Tymczasem shinigami poczuł, że robi mu się twardo... Nie mógł uwierzyć, że to naprawdę się stanie. Wpatrywał się w Sebastiana z niemalże nabożną czcią odkąd pamiętał, a takie sytuacje jak ta mogły się wydarzyć tylko i wyłącznie w jego snach. Tym razem sen się ziści. Marzenie stanie się rzeczywistością. Aach! Już nie mógł się doczekać! I gdyby to od niego zależało, wziąłby lokaja nawet tu, na podłodze. Jednak chciał w pełni oddać się demonowi, a jego ciekawość była silniejsza niż wszystkie pierwotne instynkty. Grell po prostu marzył o tym, aby to Sebastian przejął pałeczkę i dominował podczas tej nocy. Czuł dokładnie palący wzrok czarnowłosego, starał się zapamiętać każdy jego dotyk. I w tej właśnie chwili był wdzięczny za swoje częste krwawienie z nosa. Bliskość demona oddziaływała na shinigamiego tak silnie, że miał wrażenie, że zaraz nie wytrzyma. Jednak nie chciał nic robić, bo to oznaczałoby koniec tej cudownej zabawy. A Sebastian? Sebastian pragnął tylko jednego - skończyć tą bezsensowną grę. Chyba nigdy nie spotkał kogoś równie irytującego co Grell. A pragnę przypomnieć, że demon żył już całkiem dużo czasu. Każda rzecz, która w jakiś sposób kojarzyła mu się ze żniwiarzem doszczętnie go obrzydzała. Tak więc łatwo się domyśleć, że ta noc nie będzie należała do najprzyjemniejszych... szczególnie dla niego. Ale cóż poradzić - był demonem i już nie raz miał takiego typu rozkazy do wykonania. Jednak teraz było to coś zupełnie innego, coś--
- Podniecasz mnie...
Zmysłowy szept Grella wyrwał lokaja z zamyśleń. Czerwonowłosy uśmiechał się znacząco, bez skrępowania penetrując mężczyznę wzrokiem.
- Tak, zauważyłem.
Odparł chłodno zniesmaczony demon, na co w odpowiedzi dostał kolejny drażniący uszy, przesłodzony chichot.
- Więc... prawdziwy mężczyzna nie pozwoliłby damie cierpieć i zrobił coś z tym, prawda Sebastianku?
- Owszem, ale ty nie jesteś damą.
Rzucił najchłodniej jak się dało.
- Bardziej porównałbym cię do ladacznicy.
- Aach, skąd wiedziałeś, Sebastianku?! A z resztą.. po co ja się pytam, przecież zawsze byłeś taki mądry!
Sebastiana zmroziło, jednak nie dał tego po sobie poznać. Przy tym czerwonym zboczeńcu naprawdę nie można niczego powiedzieć! Widok Grella, dorabiającego sobie na boku, przyprawił go o mdłości. Ale nie na to teraz była pora. Czas przejść do rzeczy. Lokaj bez słowa wziął czerwonego na ręce i bezceremonialnie rzucił go na łóżko.
- Ty brutalu...!
Sapnął tamten, nakręcając się jeszcze bardziej. Nie odpowiadając ani słowem, Sebastian zdjął z niego spódnice, gorset oraz bieliznę, pozostawiając jedynie szpilki i kabaretki, na co shinigami widocznie się zarumienił. Z  lodowatą miną lokaj wziął wstążkę w czerwono-białe paski, należącą do Grella i przywiązał nią właścicielowi ręce nad głową, przez co ten nie mógł nic zrobić. Zarówno węzeł, jak i rama łóżka były na tyle mocne, że żniwiarz miał naprawdę ograniczone ruchy. Lokaj zaczął błądzić palcem w okolicach klatki piersiowej Grella, ale najwidoczniej szybko mu się to znudziło, ponieważ po chwili zastąpił palec swoim językiem. Wodził nim wokół jednego sutka mężczyzny, by po chwile przenieść się nieco niżej i zataczać kółka wokół jego pępka. Towarzyszyły temu krótkie, urywane jęki dopieszczanego. Sebastian zszedł językiem jeszcze niżej, w końcu docierając do męskości czerwonowłosego. Gdy to się stało, Grell krzyknął, otwierając szeroko oczy. Już teraz czuł się jak w niebie, a przecież to dopiero początek. Demon albo bardzo dobrze tłumił wszelkie emocje, albo najzwyczajniej nie czuł nic. Trudno to było określić. W tej chwili pieścił męskość shinigamiego, wodząc językiem po całej długości. Jęki, które słyszał w pewien sposób na niego oddziaływały. Po chwili bawił się chwile główką, zasysając ją delikatnie, ale i ta czynność szybko została zastąpiona przez przyjęcie całego członka do ust. Grell krzyczał tak głośno jak potrafił, dlatego Sebastian nagle wstał bez słowa, zwinął czerwoną torbę w kulkę i bezceremonialnie wepchnął mu do ust.
- Jeszcze cię ktoś usłyszy.
Wytłumaczył się, po czym nie wrócił do łóżka, ale podszedł do drzwi, przy których leżała srebrna taca. Kiedy ją tu przyniósł? Kiedy zdążył ją tam położyć? Cóż... to już była tajemnica demona. Nie minęło kilku minut, a lokaj wracał do "kochanka" z niedużą miseczką wcześniej przygotowywanej czekolady.
- Przez ciebie już i tak do niczego się nie nada.
Powiedział, maczając dwa palce w misce. Wolną ręką obrócił Grella na brzuch, nie dbając o taki szczegół jak delikatność czy zaciskające się węzły. Lekko uniósł jego biodra do góry i rozsmarował czekoladę na jego wejściu. Shinigami cały się spiął. Powstrzymując łzy wydał z siebie krzyk, który został zagłuszony przez torbę. Demon, czekając aż czekolada zaschnie, wspiął się plecach żniwiarza i cicho wyszeptał mu do ucha:
- Witaj w piekle...
Nikt nie powiedział, że Sebastian też nie może wziąć korzyści z tej sytuacji. Z tą myślą w głowie wgryzł się mocno w szyję Grella. Chociaż nie chciał już żyć tak jak dawniej, pochłaniając jedną duszę za drugą, nie miał nic przeciwko małym przyjemnością. Nie wypił dużo - tylko tyle, ile potrzebował. W końcu i tak zrobił coś, co znacznie wykraczało poza dany mu rozkaz. Miał się odpowiednio zająć Grellem, a nie wykorzystać go do spełnienia własnych potrzeb. Tak więc demon powtórnie skupił się na swoim "kochanku". Zaczął powoli zlizywać czekoladę, przez co shinigami, poruszony wieloma doznaniami, czuł, że lada chwila nie wytrzyma.
- Nie dochodź.
Warknął Sebastian, gdy zauważył w jakim stanie jest jego partner. Grell pisnął cicho, po czym strasznie się spiął, usiłując spełnić rozkaz demona. A warto dodać, że było to dla niego niemałym wysiłkiem, ponieważ dotyk i pieszczoty lokaja rozpalały ciało i pobudzały każdą jego komórkę. Sebastian niezbyt delikatnie odwrócił czerwonego przodem do siebie, po czym zsunął swoje spodnie i wszedł w niego bez ostrzeżenia. Nie czekał aż żniwiarz się przyzwyczai. O nie, to nie było w jego naturze. Demon od razu zaczął się poruszać, wchodząc w niego głęboko, do samego końca. Grella przeszył kujący ból, jednak w dalszym ciągu jego krzyki zagłuszała torba, którą zdążył mocno obślinić. Musiało trochę potrwać zanim się przyzwyczaił, jednak gdy to nastąpiło, zagłuszany krzyk zamienił się w pełne zadowolenia sapnięcia i westchnienia. Jęczeć niestety nie mógł. Doszli oboje w tym samym momencie z tą różnicą, że Sebastian zrobił to we wnętrzu "kochanka", a Grell...
- Ubrudziłeś się...
Powiedział demon z niesmakiem, po czym przejechał językiem po brzuchu czerwonowłosego. Wyjął Grellowi torbę z ust i wpił się w jego usta, dzieląc się z nim lepką substancją. Żniwiarz nareszcie mógł wydać z siebie coś więcej niż zagłuszane krzyki i urywane sapnięcia, jednak pierwsze co zrobił, to odwzajemnił pocałunek, mrucząc jak rasowy kot. Sebastian nie chciał dawać mu tej przyjemności zbyt dużo. Bez cienia wykończenia na twarzy wstał, poprawił ubranie i wyszedł, zabierając ze sobą tacę. Nareszcie miał wszystko z głowy. Tymczasem Grell leżał na łóżku, dysząc ciężko z rozanieloną miną. Dostał kolejnego krwotoku z nosa, ale nawet się tym nie przejął. Myślami był kilka minut wstecz. To było takie niesamowite!
- Cu-dow-ny...
"Ojj... czekaj na mnie jutro, Sebastianku. Obiecuję ci powtórkę z rozrywki!" - przemknęło mu przez myśl zanim zasnął.

23 maja 2013

Wszystko, czego sobie zażyczy [SebastianxGrell]


Tytuł: Wszystko, czego sobie zażyczy...
Postacie: Grell Sutcliff / Sebastian Michaelis
Anime: Kuroshitsuji   Status: w toku
Typ: partówka 1/2   Gatunek: smut / slash
Ostrzeżenia: w tej części brak   Ilość słów: 1532
A/N: Cóż mogę powiedzieć... moje pierwsze dziecko. 
Liczę na to, że Wam się spodoba.
Był środek zimy, jednak mimo tego słońce potrafiło dać o sobie znać, ogrzewając swoimi promieniami wszystkich pasażerów statku 'Utopia'. Sebastian szedł pokładem, podążając w stronę kajuty panicza Ciela Phantomhive'a. Niósł tacę z bardzo ważną wiadomością pod pokrywą i chociaż twarz miał spokojną, pozbawioną żadnych emocji, to jednak w rzeczywistości był targany emocjami. Czego ONA tym razem chciała od panicza? Jakie będą mieli zadanie? Jak panicz zareaguje? Na pewno nie będzie skakał z radości. Dopiero przecież wracali z jednej wyprawy, a przez ten jeden kawałek papieru będą musieli zmieniać kurs i wracać z powrotem do Londynu. Lokaj doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że młody hrabia niezbyt przepada za tymi wezwaniami, jednak jeśli ONA tego chciała, to tak niestety musiało być. W końcu obowiązek służenia JEJ był dziedziczony przez głowę rodu Phantomhive z pokolenia na pokolenie.
Sebastian odetchnął i delikatnie zapukał do drzwi kajuty panicza, nie ośmielając się wchodzić bez pozwolenia. Takie coś w końcu nie przystoi komuś o jego pozycji. Gdy zza drzwi rozległo się ciche 'wejść', czarnowłosy pchnął drzwi i przestąpił prób chwilowego królestwa hrabiego.
- Co tym razem, Sebastianie?
Rozległo się gdzieś z fotela, który stał tyłem do wejścia. Nie czekając na odpowiedź, fotel obrócił się przodem do lokaja, przedstawiając dumnie siedzącego młodego spadkobierce rodu Phantomhive. Czarnowłosy w odpowiedzi zdjął pokrywę z tacy i wręczył Cielowi list z czerwoną, królewską pieczęcią. Młody hrabia popatrzył na kopertę z niechęcią, wziął do ręki niewielki nożyk i przełamał pieczęć. Kilka minut później jego oczy dokładnie śledziły po starannie wykaligrafowanych, dużych literach. Gdy się na nie patrzyło, swoją dostojnością i pięknem sprawiały wrażenie, jakby to nie człowiek pisał list, ale anioł delikatnie sunął po papierze białym piórem wyrwanym z własnych skrzydeł. Ciel nawet nie zdawał sobie sprawy z tego jak celne było jego skojarzenie.
Hrabia przeczytał wiadomość jeszcze kilka razy, dla pewności, że na pewno wszystko dobrze zrozumiał, po czym włożył pergamin z powrotem do koperty i przeniósł wzrok na przyodzianego w czerń lokaja.
- Sebastianie, każ kapitanowi zmienić kurs. Gdy już to zrobisz, wracaj do podwieczorku. Trochę zgłodniałem.
Rozkazał.
- Yes, my lord.
Lokaj ukłonił się lekko i wyszedł z kajuty, trzymając tacę pod pachą. I znowu targały nim nierozpoznawalne emocje. Panicz nie był zadowolony, to było widać. Już mieli wracać do jego ukochanej posiadłości, gdy ONA ponownie zagania go pod swoje skrzydła, prosto do tego zakurzonego miasta. Jednak nie mieli wyboru, musieli wypełnić JEJ wole. 
***
Dwadzieścia minut później, gdy statek płynął już w odwrotnym kierunku, Sebastian stał przy kuchence w pokładowej kuchni i delikatnie mieszał czekoladę na pudding. Cały czas prześladowało go dziwne uczucie, że coś ma się tutaj stać. Coś, co jemu niekoniecznie się spodoba. Ach, ta intuicja demona!
Jednak, jak się po chwili okazało, owa intuicja nie zawiodła go i tym razem. Gdy stawiał rondel z wymieszaną czekoladą na gazie, za jego plecami rozległo się znajome:
- Och, Sebastianku! Tu mi się schowałeś!
Lokaj odwrócił się niechętnie, dobrze wiedząc kogo przed sobą zobaczy. Gdy się odwracał, zobaczył jak czerwonowłosa postać, zręcznie niczym kot, wślizguje się do kuchni przez wąski bulaj.
- Co ty tu robisz?
Zapytał kamerdyner, wbijając w niego swoje chłodne spojrzenie.
-  Jak to co? Stęskniłem się za t-o-b-ą, mój kochany Sebastianku!
Zaświergolił Grell, stając pewnie na pokładzie. Sebastiana dosłownie zbiło z tropu. Nie miał teraz czasu na użeranie się z tym męczącym... czymś. Musiał pilnować czekolady, aby się przypadkiem nie przypaliła. Gdyby to się stało, nie mógłby nazywać siebie kamerdynerem rodziny Phantomhive. 
- Poza tym nie spłaciłeś jeszcze swojego długu za ochronę tego dzieciaka.
Ciągnął dalej czerwonowłosy, nawijając na paluszek kosmyki swoich loków.
- Długu?
Sebastian spojrzał na niego krzywo, nie za bardzo rozumiejąc o co mu chodzi.
- No tak, długu. Wiem, że umawialiśmy się na pocałunek z języczkiem, ale ostatnio pozwoliłem sobie nieco zmienić kryteria.
Lokaj westchnął przeciągle, spodziewając się najgorszego. Cóż... panicz faktycznie obiecał temu natrętowi jeden dzień ze swoim lokajem. A zatem nie miał wyboru. Szkoda tylko, że ten tam nie wybrał sobie chwili, kiedy jeszcze czekolada nie buzowała na gazie. Czarnowłosy spojrzał na shinigami'ego, a w oczach miał niechętne: "mów, czego chcesz". Grell rozejrzał się po pomieszczeniu, a gdy dostrzegł rondel z parującą, brązową zawartością, uśmiechnął się znacząco pod nosem.
- Czekolady.
Odpowiedział, czubkiem głowy wskazując na rondel. 
- To weź łyżkę i nabierz sobie trochę.
Sebastian przewrócił oczami tak, jakby to było oczywiste. Grell zachichotał słodko.
- Nie... nie zrozumiałeś mnie dobrze, mój niezdarny Sebastianku. Ja chcę tej czekolady od c-i-e-b-i-e!
Sebastian westchnął już któryś raz z kolei i zdjął zębami rękawiczki, tymczasem czerwonowłosemu na ten widok omal nie poleciała krew z nosa. Lokaj podszedł do rondelka, zamoczył dwa palce w gorącej czekoladzie i zaczął powoli iść w stronę Grella. Ten z kolei nie chciał tak łatwo pójść na ugodę, ponieważ gdy tylko czarnowłosy się do niego zbliżył, czmychnął mu sprzed nosa i zaczął uciekać, chichocząc jak mała dziewczynka. Gdy przebiegał koło lady, niechcący, albo chcący, strącił rząd garnków, który na niej stał. Niezbyt się przejął hałasem, jaki narobił. Miał gdzieś także to, że ktoś może ich usłyszeć. W końcu to była jego chwila i nikt nie miał prawa im przeszkadzać. W końcu shinigami postanowił dać fory demonowi i w rezultacie usiadł na stole kuchennym.
- No chodź tu do mnie, skoro i tak nie potrafisz mnie złapać.
Powiedział nieco podwyższonym głosem i wpatrzył się w lokaja z wyczekiwaniem w oczach. Sebastian podszedł do niego, a czekolada na jego palcach powoli zaczęła ostygać i twardnieć. Chcąc mieć to już jak najszybciej za sobą, delikatnie włożył czerwonowłosemu do buzi swoje palce. Grell zaczął łapczywie zlizywać czekoladę prosto od demona, raniąc go przy okazji ostrymi zębami, co z kolei poskutkowało tym, że czekolada pomieszała się ze smakiem krwi lokaja. Na taki obrót akcji nie był przygotowany i aż jęknął, gdy poczuł na języku znajomy, metaliczny smak. Chwilę później Sebastian wycierał swoje palce białą ścierką do naczyń, starając się nie myśleć o tym na co przed chwilą się zgodził.
- Skoro już zrobiłem co chcesz, nie obrażę się, jeśli w tej chwili się ulotnisz.
Powiedział, nie patrząc na niego. Tymczasem zielono-żółte oczy świdrowały go z niebezpiecznym błyskiem.
- Ależ Sebastianku, co z ciebie za okrutnik! Nie możesz mnie teraz zostawić w takim stanie.
- Jakim stanie?
Zapytał lokaj z dziwnym podejrzeniem, które wrzynało się w niego gdzieś od środka. Shinigami wskazał palcem dość spore wybrzuszenie w swoich spodniach, na co Sebastian w tej chwili miał dziką ochotę, aby przywalić mu wiszącą nieopodal patelnią. "No to się doigrałem..." - przemknęło mu przez myśl. No cóż... był zmuszony do najgorszego. Jednak liczył na to, że gdy zrobi to raz, a dobrze, czerwonowłosy wreszcie się odczepi. A może wręcz przeciwnie...? Jeśli mu się spodoba, będzie żądał więcej. Więc może lokaj ma grać beznadziejnie? Nie... W tym przypadku Grell na pewno będzie czuł niedosyt, a wtedy już nigdy się od niego nie odczepi. I tak źle i tak niedobrze. Więc tak czy inaczej musiał to zrobić. Przynajmniej nie będzie miał nic na sumieniu, a panicz zdobędzie satysfakcję z wywiązania się z obietnicy. A jeśli już o Ciela chodzi... Sebastian powoli zaczął podejrzewać, że młody hrabia mógł to zrobić specjalnie. Widział jak czerwonowłosy się zaleca i postanowił zagrać na cierpliwości swojego lokaja. Cały panicz. Potrafił bardzo dosadnie grać na słabościach innych. Lokaj uśmiechnął się lekko pod nosem. Bardzo dobrze. Właśnie taką duszę chciał spożyć. Ale wracając do tematu. Sfrustrowany Sebastian, chcąc mieć to jak najszybciej za sobą, zdjął Grella z blatu kuchennego i postawił go przed sobą. Oczywiście u czerwonowłosego zawtórowało to głębokim rumieńcem, ponieważ lokaj uchwycił go w pasie. 
- Nie tutaj. 
Chłodny głos Sebastiana przeszył każdy centymetr ciała shinigami'ego. Ten spojrzał na niego ze znakiem zapytania w oczach, na co lokaj odpowiedział ciężkim westchnieniem.
- Nie w kuchni. To niehigieniczne.
Odpowiedział dosadniej, tak by tamten w końcu zrozumiał o co mu chodziło.
- Oh, Sebastianku! Zawsze musisz być taki poprawny!
Zaszczebiotał Grell, wieszając mu się na szyi. Tymczasem lokaj starał się nie myśleć o tym wszystkim, co go dzisiaj czeka. W tej chwili chętnie udusiłby zarówno Grella, jak i Ciela nie zważając na konsekwencje tego czynu. Jednak dusza panicza była dla niego zbyt cenna. Dusza przesiąknięta chęcią zemsty u tak młodego dzieciaka. Coś niezwykłego. Pewien rodzaj osobistego... rarytasu.
- A więc kajuta obok będzie w s-a-m  r-a-z. Teraz ty pochodź sobie po pokładzie, trochę pośpiewaj, porób co tam sobie tylko chcesz. Odstresuj się, nie chcę mieć w końcu zestresowanego Sebastianka. Zrób nawet już tą swoją żałosną herbatkę, a ja pójdę w umówione miejsce i dobrze się przygotuję.
Powiedział czerwonowłosy z dość podejrzanym uśmieszkiem, jednocześnie sprowadzając zamyślonego lokaja na ziemię. I dopiero wtedy Sebastian zauważył, że to dziwadło przytargało ze sobą jakąś czerwoną torbę. Intuicja mu podpowiadała, że chyba niestety niedługo zapozna się z jej zawartością. Tego już lokaj wolałby uniknąć, ale cóż... Westchnął ciężko i obdarzył Grella tym spojrzeniem, od którego ten dostaje zawsze drgawek na całym ciele.
- Idź. 
Powiedział beznamiętnie. Ledwo się powstrzymał, aby nie dodać 'i nie wracaj', jednak niestety nie miał prawa tego powiedzieć. Gdyby tylko chciał, mógłby rozprawić się z tym szkodnikiem jednym skinieniem palca, ale na jego nieszczęście, umowa między paniczem a shinigami'm go nieco ograniczała.
- Czekaj na mnie, słoneczko ty moje!
Grell, cały w skowronkach, wyleciał z pokładowej kuchni i w podskokach powędrował do kabiny obok niedbale ciągnąc za sobą tajemniczą torbę. Już się nie mógł doczekać! A tymczasem biedny Sebastian zajął się nieszczęsną herbatą dla hrabiego.